Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2012

moss, kate moss ;)

Obraz
Hmm...to chyba pewne nadużycie :) Żeby wyglądać jak rzeczona Kate musiałabym "schuść" pewnie kilkadziesiąt kilo. A to zdecydowanie za wiele.
W ubiegłym tygodniu skończyłam sweterek wg pomysłu Effci. (chciałam podlinkować, ale coś mi to waryjactwo świruje i po raz sewernasty próbować nie będę). Pokazałam się w nim w paru miejscach, ale dopiero w ostatni piątek doczekał się obzdjęciowania. I wiecie co? Uwielbiam go! Muszę sobie zrobić jeszcze do niego pasek (jednak, bo myślałam, że nie będzie mi potrzebny. Ale jest).

Ględzić nie będę więcej - oto on. Dziergany z Angory ram, rozmiar ekonomiczny. Wyszło jakieś 1,5 motka :)



Sweterek jest cudownie lekki i miętki, i bardzo, bardzo cieplutki.

Tymczasem na drutach to:

Pewnie jedne z ostatnich motków Sonaty, z których ma powstać ginko. (linku znów brak, bo blogger mnie dziś nie lubi).

Zdążyłam zrobić też kilkadziesiąt kartek wielkanocnych, na zajęcze dupki patrzeć już nie mogę, bo, jako że cieszyły się największym powodzeniem, to mus…

nie samymi drutami człowiek...

Obraz
macha :)

Z początkiem roku postanowiłam się nauczyć kilku nowych rzeczy. Zaliczyłam do nich między innymi haft matematyczny, bo bardzo spodobały mi się kartki robione tą metodą. Zniechęcało mnie do niech jedno - "matematyczny". Zastanawiałam się, jak ja, prosta polonistka, zdołam tę matematykę ogarnąć. W ubiegłym tygodniu wzięłam się w garść, chwyciłam za igłę i stwierdziłam,że to wcale takie trudne nie jest. :) Owszem, czasem trzeba liczyć, nawet czasem często,żeby wszytko wyszło ładnie, ale przecież jak robię na drutach, to też muszę przeliczać oczka. Pierwsze jajka były "nieco" niesymetryczne, wyglądały jak po jakichś ciężkich przejściach, ale chyba jest już lepiej. Zresztą, popatrzcie i oceńcie sami:

Chyba jest ok ? :)

bułeczki

Obraz
Kobiety w mojej rodzinie od pewnego czasu czytają "Przyjaciółkę". Czasem zastanawiam się nad tym, jaki wpływ na to ma fakt, że od ponad 2 lat moja mama jest na emeryturze i ma nieco więcej wolnego czasu. No, nieważne zresztą. W każdym bądź razie, co 2 tygodnie powtarza się ten sam scenariusz. Gazetę kupuje moja babcia (rocznik 1923), która uwielbia czytać i każdy dzień rozpoczyna "prasówką". PRZYJACIÓŁKA trafia później do mojej mamy i tam mam okazję się z nią spotkać. Czasem znajduję w niej ciekawe przepisy, które sprawdzam w domu.
Ze zdziwieniem odkryłam ostatnio, że gotowanie sprawia mi przyjemność, choć nie przepadałam za tym, kiedy jeszcze mieszkałam w domu rodzinnym. Męczyło mnie to, że właściwie za każdym razem, kiedy chciałam coś zrobić, ktoś stał za moimi plecami, jakby sprawdzał, co tym razem uda mi się zepsuć. Tak naprawdę lubiłam wtedy gotować z moim bratem, który "przy garach" okazywał  się być całkiem rozmowny :) (bo zwykle za wiele nie mówi)…