Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2016

mama wraca do pracy

Od tygodnia jest mi cholernie ciężko. Bo - jak w temacie - wracam do pracy - już w najbliższy poniedziałek. A przecież tak niedawno mieliśmy "szybką akcję". Tak niedawno po raz pierwszy spojrzałam w te węgielki oczek. Tak niedawno maleńkie paluszki zacisnęły się na moim kciuku. A teraz kawaler ma skończone 7 miesięcy, wyraźnie pokazuje, co mu się podoba, a co nie, świetnie siedzi i coraz częściej wspina się po mnie (wszak mama to chyba najlepsza ścianka wspinaczkowa ever) lub po tacie i radosnym "E!" oznajmia, że już stoi ;) Wiem, wiem... przecież mogłam skorzystać z rocznego urlopu macierzyńskiego. Gdybym miała normalną umowę o pracę, to pewnie pisałabym te słowa gdzieś w sierpniu. Ale pracuję na zastępstwo, więc i tak mam szczęście, że mój pracodawca nie pożegnał się ze mną w dniu, gdy mu obwieściłam radosną nowinę. I teraz chyba moja kolej, by być fair.

Leosiem będą na razie zajmować się moi Rodzice, którzy opiekują się już moją Siostrzenicą, prawie trzylatką. …

Środowy - w końcu :)

Obraz
O drutach będzie niewiele... bo od listopada niewiele się na nich działo. Więcej będzie o książkach - tych czytanych dla przyjemności, bez trudnej historii Holokaustu.
Przed Świętami skończyłam synową czapeczkę. Zdjęcie wyjątkowo na modelu, bo chyba był w szoku i dlatego nie zachowywał się jak znikający punkt ;) Zdjęcie niestety "podłogowe", bo Juniorek zaczął wtedy wykazywać zainteresowanie dywanem i tym, co można na nim robić.


Dzierganie z Leosiem jest równoznaczne z kontrolą jakości - syn najpierw sprawdza motek, przeżuwając część włóczki, później zabiera się za to, co z drutów schodzi. Na razie nie dostałam upomnienia, więc chyba idzie nieźle ;)
A na drutach sweterek, który kiedyś zaistniał tu jako kołowiec... Doszłam jednak do wniosków dwóch: 1. nie chcę mieć tarczy strzelniczej na plecach, 2. to chyba jednak nie mój fason - cóż, gdzie jak gdzie, ale w kolejce po wzrost nie stałam.



Zdecydowanie lepiej idzie mi nadrabianie książkowych zaległości. Z tych trzech przecz…

Veni Vidi Vici

W ubiegłym roku ( i to w głębokim ubiegłym roku) pisałam Wam o egzaminie z historii Auschwitz, do którego się przygotowywałam.
Egzamin jest trzyczęściowy - dwie już za mną :) Jako pierwszy pisaliśmy test, którego zdanie dawało prawo do przystąpienia do egzaminu ustnego. Na ustnym 53 zagadnienia...właściwie tematy-rzeka.
Nie mogę powiedzieć, że to łatwy egzamin. I nie chodzi mi tu tylko o tematykę. I wydaje mi się, że sława wyprzedza komisję. A zwłaszcza jej przewodniczącego. Jednak, skoro byłam w stanie zdać ten egzamin, mając małego Ludka na podorędziu, to aż tak okropny nie jest.

Wrócę jutro - bo od soboty odpoczywam. Czytam, dziergam i cieszę się czasem, który mogę dać moim Chłopakom :)