Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2014

wspólne dzierganie i czytanie, part 2

Obraz
Za wiele dziś nie będzie.
Z pokazywanych w ubiegłym tygodniu książek dwie mam za sobą. I muszę przyznać, że "Emma i ja" zrobiła na mnie dużo większe wrażenie, niż czytana przed nią "Szmaragdowa tablica". Czy Wy też tak macie, że w trakcie czytania emocje sięgają zenitu, złościcie się na niesprawiedliwość, nie możecie uwierzyć, że można przejść obojętnie obok krzywdy, zwłaszcza jeśli jest to krzywda dziecka? Przeczytałam tę książkę bardzo szybko, też ze względu na to, że chciałam jak najszybciej poznać zakończenie, którego oczywiście Wam nie zdradzę ;)

W planach czytelniczych na pierwszym miejscu są "Małe dzieci", autorstwa Toma Perrotta, zapowiada się kolejna emocjonująca lektura. Na drutach coś innego niż harvest, co - nie mogę na razie zdradzić, bo to prezent na wymiankę.         
Uciekam, umówiłam się z koleżanką na kijki - mam nadzieję, że nie będzie to nasz jednorazowy występ ;)

Pozdrawiam Was serdecznie :)
Uściski,
Kasia

wspólne dzierganie i czytanie

Obraz
W końcu i ja dołączam do tej zacnej grupy :)
Tak naprawdę nie wiem, dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej. Wszak czytam, zdarza się, że w ilościach hurtowych. W ostatnim czasie cierpiałam chyba na taki niedobór słowa drukowanego, że dosłownie w kilka popołudni pochłonęłam "Obraz pośmiertny" Marininy, a później sięgnęłam po znacznie bardziej opasłe tomisko.
Jeszcze w grudniu kupiłam sobie "Szmaragdową tablicę" Carli Montero. Na początku tylko głaskałam jej grzbiet, bo wiedziałam, że niestety nie mam dość czasu, by móc się zaczytać. Podejrzewałam bowiem, że będzie to jedna z "tych" książek, które wciągają mnie od pierwszej strony. I miałam rację! Dwa plany czasowe, wyraźnie nakreśleni bohaterowie, tajemnica...czyż można chcieć więcej? ;) Mam jednak niestety brzydki nawyk czytania kilku książek naraz. To moja "wielka trójka" ostatnich dni.
Chyba najbardziej opornie idzie mi z "Lekcją Madame Chic"...

A na drutach ciągle Harvest, muszę prz…

po trochu wszystkiego

Obraz
Trzy tygodnie temu odliczałam dni do rocznicy wyzwolenia. Padałam na twarz, nie wiedziałam, jak się nazywam, a w dniu rocznicy, czyli 27 stycznia, od bladego świtu myślałam o dwóch rzeczach: 1. żeby nie zaginąć w akcji żadnego z moich prawie 40 wolontariuszy 2. żeby wieczorem napić się grzanego piwa.  Na szczęście oba moje marzenia zostały spełnione :)
O, a taki widok ukazał się moim oczom, gdy rankiem zajechałam do Birkenau: Wiem, mam hyśka, nie umiem nic na to poradzić...

 Na rocznicę planowałam skończyć czapkę, taką grubaśną, żeby mi uszki nie zmarzły...prawie się udało, z naciskiem na prawie. Ostatnie oczko przerobiłam 3 dni później ;) Ale co najważniejsze - czapa jest, choć ostatnimi czasy siedzi sobie spokojnie w szafie i czeka na lepsze dni, a mnie po cichu marzy się mrozik w okolicach -10 :) Noo...byłoby pięknie :)
Ściąga:
Włoczka: Lanagold Alize, z szafy ( została po swetrze dla Rożka)
Druty: KP 4,5

No, a na koniec sweter który okazał się dla mnie przykładem wyższej matemat…