bez pomysłu na tytuł

Kochani moi, dziś pewnie trochę tu napiszę, bo wreszcie mam czas - siedzę sobie na L4, bo dopadło mnie zapalenie krtani połączone z szalonym kaszlem, dzięki czemu dzieciaki mogą sobie troszkę ode mnie odpocząć. Chciałam się Wam pochwalić dziś kolczykami zrobionymi przez moje dziewczynki na warsztatach robótkowych. Zaskakują mnie czasem doborem kolorów, których ja nigdy bym ze sobą nie połączyła, a jednak fajnie im to wychodzi :)
Udało mi się też wreszcie skończyć Frankowy sweterek. Póki co wystają mu nitki, nie jestem też pewna,czy dobrze zrobiłam kapturek. Na pewno do kapturka jest podobny, ale... czuję jakiś niedosyt. Mam nadzieję,że i właściciel i jego mama będą zadowoleni :)




Dostałam też w tym tygodniu prezenty od Marzanny, u której zapisałam się na Podaj dalej. Nie wiem, jak ona to robi,ale trafiła z kolorami w dziesiątkę :) jestem zachwycona! Zresztą popatrzcie sami, jakie cuda dostałam:

Oprócz tych cudów dla mnie, w paczuszce były też fanty na aukcję dla Paulinki od Marzanny, jej Klubu Szalonych Robótek oraz Matricarii.

Wczoraj skończyłam czytać kolejną powieść Zafona "Marinę". Podobała mi się ana zdecydowanie bardziej niż "Gra Anioła", nie pobija jednak wrażenia, jakie zrobił na mnie "Cień wiatru". MARINA z tych trzech została napisana najwcześniej i przez długie lata nie była wydana. Skierowana jest chyba bardziej dla młodszych czytelników, niż tych pełnoletnich. Zafon znów wprowadza nas w klimat Barcelony, prowadzi ulicami tego miasta. Głównym bohaterem jest Oskar Drai, dwunastolatek, który na swojej drodze spotyka tajemniczą dziewczynkę, Marinę, i jej ojca Germana.
To historia trochę przerysowana, przywodząca na myśl utwory reprezentujące romantyczny gotycyzm, potęgująca grozę. Czyta się dobrze, bo to jednak Zafon.

*******

Akcja charytatywna dla Paulinki została przełożona na 4 grudnia. Nie wiem, dlaczego, przypuszczam,że gwiazda zmieniła termin. 

Ogromnie dziękuję za życzenia urodzinowe. Baaaardzo miło mi się robiło za każdym razem, gdy takie ciepłe słowa czytałam. 
Rożka nie namawiałam w żaden specjalny sposób, nie błagałam i nie stosowałam hipnozy, by kupił mi KnitPro. Sam wpadł na takie szalony pomysł :)
A korale...może rzeczywiście nie są takie złe :)

Komentarze

  1. Żaden szalony pomysł - cudownie jest sprawiać, by marzenia się spełniały tym bardziej jeśli są to marzenia Bliskiej osoby... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Sweterek wygląda super, a kolczyki świetne! Cieszę się, że trafiłam z kolorem, nad którym długo myślałam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!!!! klikaf

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne te kolczyki. Zdolne te Twoje dzieciaki, ale chyba nie ma się co dziwić. Mają dobrą nauczycielkę. Sweterek kapturkowy bardzo fajny. Pozdrawiam i życzę zdrówka

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapalenie krtani przesladuje też Szwecję, synek mi choruje. Co za paskudy, te choroby...
    Sweterek bardzo mi sie podoba, kapturek faktycznie wygląda na kapturek :)
    Prezenty śliczne, a warsztatów zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby nie ta choroba to bardzo fajny posty! Dostałaś prawdziwe piękności, zrobiłaś śliczny sweterek, z podopiecznych jesteś zadowolona...
    Zdrowej szybko a skutecznie!- tzn. bez nawrotów.
    Miłego:)

    OdpowiedzUsuń
  7. L4 się czasami przydaje,Sama wiesz ile rzeczy doprowadziłaś do ładu.Sweterek super.Zdrowia życzę.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Super sweterek! Zazdroszczę talentu;)) Sliczne kolczyki. Serdecznosci posyłam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Śpieszę poinformować, że paczuszkę na akcję dla Paulinki dziś wysłałam :) No a poza tym to przede wszystkim zdrowia życzę, choć czasem L4 przydatna sprawa ;) W pełni zgadzam się z Tobą co do książek Zafon'a mam dokładnie takie same odczucia jak Ty :) No i jeszcze chciałam napisać, że ślicznego kwiatka i kolczyki dostałaś :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze odwiedziny i ciepłe słowa - dodają skrzydeł :)

Popularne posty z tego bloga

leaving cowl

czytanie i dzierganie

zdań parę (a dziś środa, więc WDiC)